Część pierwsza
Wenecja
Po roku, od naszego spotkania z George Sand w Chambord, dostałem z Wenecji list, była to krótka informacja, gdzie mam zostawić samochód i wskazówki jak znaleźć pałac. Nic więcej. Przyznam się, że to było bardzo dziwne zaproszenie. Tym bardziej, że wątpiłem w istnienie tego człowieka. Wydawało mi się, że w pałacu Chambord miałem wizje. Kartka podpisana była – Twój Gero, Cassa Gem. Nic więcej, żadnego konkretnego terminu. Był to, można powiedzieć, nakaz przyjazdu. Dziwne, myślałem, ponieważ od spotkania upłynęło dużo czasu, byłem już pewny, że w Chambord miałem widzenie. Przez cały ostatni rok ciągle myślałem o tym tajemniczym człowieku i o jego tajemniczym zniknięciu. Byłem pewny, że zaszło jakieś nieporozumienie, lub mój francuski nie był zadowalający... Ale czułem, że muszę pojechać do Wenecji. Jakaś magiczna siła, której nie mogłem się oprzeć, ciągnęła mnie tam.
Upłynął może jaszcze miesiąc. Pracowałem wiele, w myślach byłem jednak ciągle z tym człowiekiem. Postanowiłem w końcu pojechać do Wenecji. Nie była to moja niezależna decyzja, a wewnętrzny nakaz, który mnie do tego zmusił, ale też moje terminy tak się ułożyły, że w domu nie miałem co robić, a natura ciągnęła mnie w świat
Burza
Ładne powitanie! Już czwarty dzień z rzędu leje jak z cebra. Plac świętego Marka wygląda jak basen kąpielowy. Woda z góry, woda od dołu...
Na drewnianych pomostach, rozłożonych na całym placu św. Marka, by piesi nie przemoczyli butów, panuje ogromny tłok. Tylko policjanci i mieszkańcy, znający od lat problem weneckich powodzi, wyposażeni w wysokie rybackie, gumowe buty, jak bociany brodzą na przełaj. W sklepach, gdzie woda sięga prawie do kolan, handluje się na nic nie zważając. –Aqua alta – Powódź była dla nas problemem w 1966 roku. Teraz to jest prawie normalne – żartują sprzedawcy.
Inaczej wyobrażałem sobie mój przyjazd do Wenecji. Na początku podróż przebiegała bez przeszkód. Począwszy od Koblencji, przez Szwajcarię, aż do Włoch niebo było niemal bezchmurne, a ruch na autostradzie, jak na tę porę roku, był nieduży. Czas wakacyjnych wyjazdów już się kończył i turyści wracali z urlopów znad Morza Śródziemnego do domu. Korki na autostradach, nieliczne zresztą, tworzyły się w kierunku przeciwnym niż mój.
Na bardzo widokowym, szwajcarskim odcinku autostrady, od Bazylei do Como, panował spokój. Śpieszących się dokądś i pędzących na łeb na szyję szybkimi limuzynami, było niewielu. Tę paręset kilometrową trasę przejechałem spokojne, bym mógł choćby jednym okiem zerkać na boki. Podziwiałem po raz któryś urocze szwajcarskie krajobrazy, wspaniałe skaliste góry; niezliczona ilość potoków, tworzy w tej części Alp liczne wodospady. Takie widoki to absolutna idylla. Mogłem jechać własnym tempem i nie musiałem nikogo wyprzedzać. Nawet tunel Gotarda przejechałem tym razem bez obaw i bez oczekiwania, kiedy się wreszcie skończy i ukaże upragniony jasny punkt dziennego światła.
W Como zatrzymałem się nie pod katedrą, gdzie zazwyczaj stoją setki aut, ale pod kościołem San Fedele, który w tej chwili, wydał mi się bliskim i dziwnie znanym. Wydawało mi się, że znam jego sylwetkę bardzo dobrze. Naturalnie w Como byłem po raz pierwszy. Kościół ten, przyciągnął mnie jakąś magiczną siłą. A właściwie, gdy zobaczyłem kierunkowskaz San Fedele, coś pchało mnie by podjechać do niego. Gdy stanąłem pod nim, oniemiałem, zrobiło mi się dziwnie na sercu. Jakbym wrócił po dalekiej podróży do domu. Było w nim coś niesamowicie mistycznego.
– Chyba jestem przemęczony. We wszystkim widzę mistykę – pomyślałem i postanowiłem od zaraz cieszyć się widokami. Wtedy, jeszcze nie wiedziałem, jaką rolę odegrał ten kościół w moim życiu, ale tego dowiedziałem się znacznie później.

Książki obecnie w sprzedaży znajdują się w oknie po prawej stronie.
Nieniecka wersja językowa "Okowy zmysłów" nosi tytuł Tajemnicy komnaty Sybilli
(Das Geheimnis der Kammer Sibille) jest do nabycia 
tutaj

 

Do nabycia na Amazon jest bogato ilustrowany fotografiami autora
e-book/Kindle "Rowerem na koniec świata"

 

Obecnie powstaje druga część powieści "Okowy zmysłu" w której bohater Kordian udaje się do Nepalu, ale po drodze....

Menorah


Okowy zmysłów